Co u PaniMadamme?

Co u Pani, Madamme? #7

Bardzo dawno dla Ciebie nie pisałem, ale myślę, że to rozumiesz. Życie praktycznie wszystkich muzyków stanęło w ostatnim czasie na głowie. Każdy stanął przed wyborem – zaadaptować się do nowej sytuacji albo odpuścić. Jeśli nas znasz, albo czytasz od jakiegoś czasu moje wpisy wiesz, że jesteśmy zdecydowanie fanami wymyślania nowych rzeczy i wprowadzania ich w czyn. I o tym mógłby być ten wpis, ale jestem Ci winny jeszcze krótką historię tego, co wydarzyło się zanim Czarny Łabędź wpłynął na wody świata. A było to tak:

Czarna Madonna

Nasz minialbum powstał naprawdę ekspresowo. Jeden dzień nagrań instrumentali i kilka sesji z wokalami. Postanowiliśmy też (po namowach Jacka), że chcemy wyprodukować jeszcze raz Spomiędzy i zaprosić do współpracy świetny zespół Żniwa. Później przyszedł czas ekspresowy miks i mastering. Jak zwykle byliśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Jackiem i Magdą ze studia Odbiornik. Wypracowaliśmy sporo rzeczy podczas tej krótkiej sesji, to było to, o co nam chodziło. Trochę bardziej wyboistą drogą dojechaliśmy też do miejsca w której mieliśmy gotową okładkę. Kolejnym krokiem było wydanie płyty. No i tu nie mogło być już tak różowo. Kilkudniowe opóźnienie tłoczni i drukarni było jeszcze do przełknięcia. Bardzo podłamał nas za to efekt końcowy. Zamiast błękitnej okładki dostaliśmy czarną, o znacznie mniejszej szczegółowości niż projekt. Dlaczego?
Na to odpowiedź uzyskaliśmy dużo później. Okazało się, że tłocznia wspięła się na szczyty chamstwa i braku profesjonalizmu – dostali bardzo duże zlecenie od czołowego polskiego rapera (nakład wynosił blisko 500 000 sztuk), od początku wiedzieli, że muszą zaprzęgnąć wszystkie siły i maszyny, żeby mu podołać i nie poinformowali o tym innych zleceniodawców a nawet brali kolejne zlecenia. Ich rozwiązaniem tego problemu było użycie dla wszystkich innych projektów starych maszyn niskiej jakości, które nie były w stanie zapewnić takiego poziomu szczegółowości ani palety kolorów jak te współczesne. Okładka na górze tego fragmentu to odrzucony przez nas projekt, ale to właśnie on w tej chwili jest najbardziej spójny z rzeczywistością.
Czy mogliśmy tego uniknąć?
Pewnie tak. Powinna nam się zapalić czerwona lampka kiedy nie chcieli zrobić wydruku próbnego. Powinniśmy przygotować listę rzeczy do sprawdzenia podczas odbioru, bo przecież było wiadomo, że jest to związane z takimi emocjami, że będziemy chcieli jak najszybciej mieć już płytę w rękach i móc zacząć ją rozdawać. Dużo czasu poświęcam na analizę naszych posunięć i bardzo mnie irytuje, że tak często musimy uczyć się na własnych błędach, ale najwyraźniej nie potrafimy inaczej.

Czarny Łabędź

Czarny łabędź' z Natalie Portman: cena marzenia

Użyłem tego sformułowania już wcześniej, a może go nie znasz. Otóż „czarny łabędź” jest terminem ekonomicznym wprowadzonym przez prof. Nassima Nicholasa Taleba a oznacza on zdarzenie o niezwykle niskim prawdopodobieństwu zaistnienia, które wywołuje znaczne negatywne skutki dla otoczenia. Myślę, że nie muszę Ci mówić co jest naszym czarnym łabędziem w tej chwili. Swoją drogą to śmieszne, że coś, co nie tworzy nawet komórek (zamiast tego wiriony – przypomnienie z biologii ;)) może zatrzymać cały tak niezwykle złożony i budowany przez tyle czasu ludzki świat. Co zmieniło się w naszej sytuacji? Zamiast cieszenia ludzi, którzy po naszym koncercie dostaliby je od nas, płyty leżą w większości w kartonach. My zamiast dzielić się z Tobą energią ze sceny możemy tylko lekko się uśmiechać na wspomnienie tej niesamowitej adrenaliny buzującej w żyłach, gdy grasz dla tylu ludzi pod sceną. Jestem bardzo społeczną istotą, czerpię energię z relacji, choćby pobieżnych, z innymi ludźmi, więc muszę teraz szukać energii w sobie, co nie jest łatwe. Jednak jak zawsze szukamy pozytywów i szans.

Wielokrotnie analizowaliśmy jakich obszarów działalności nie wykorzystujemy w pełni, zawsze wśród takich rozmów przewijał się YouTube, kilkukrotnie robiliśmy podejścia do tworzenia filmów, szukaliśmy chętnych do współpracy z zapleczem sprzętowym. Za każdym razem coś nie wypalało, najczęściej jednak kończyło się na stwierdzeniu, że nie jesteśmy w stanie zrobić tego na poziomie, który by nas satysfakcjonował. Ale wirus zmienił wszystko. Nie było możliwości tworzenia wysokobudżetowych produkcji, więc zmieniło się i nasze postrzeganie. Postanowiliśmy spróbować. Przypomnieliśmy sobie o tak prostej a równocześnie wydającej się pochodzić z kosmosu prawdzie – zrobione na 90% jest nieskończenie razy lepsze niż niezrobione. Zaczęliśmy delikatnie, Maciek, który kręcił nam teledysk do „W nieznane” a także wideo koncertowe do „Kiedy” na początku roku zaproponował, że skoro robimy premierę płyty w internecie, to on chętnie zmontuje nam coś fajnego do pierwszego kawałka, czyli „Przygody!”. Bardzo ucieszyliśmy się, zgodnie stwierdziliśmy, że trzeba wykorzystać szansę, tym bardziej, że współpraca z Maćkiem zawsze gwarantuje wysoką jakość produkcji. Efekt nas bardzo zadowolił, choć może wyświetlenia tego nie potwierdzają. Wiadomo, tworzy się po to, żeby Twój głos był usłyszany przez jak największą grupę odbiorców, ale od czegoś trzeba zacząć.
Stwierdziliśmy, że będzie głupio zostawić samotny jeden kawałek z płyty na YouTube, przecież i tak na pewno wrzucimy je wszystkie, więc czemu by nie zrobić wideo do każdego z nich? No i maszyna ruszyła. Ja przyspieszyłem planowany zakup laptopa (spędzałem czas największej izolacji w moim domu rodzinnym, gdzie nie miałem dostępu do mojego komputera stacjonarnego) i ruszyłem do nauki montażu. Sypaliśmy pomysłami na kolejne filmy jak z rękawa. Okazało się nawet, że każdy z nas jest w stanie ogarnąć sprzęt tak, żeby nagrać audio zupełnie zdalnie. Zaczęliśmy od aranżacji i nagrania „Klasy”, piosenki, którą napisałem na (wymyślone przeze mnie ;)) wyzwanie na grupie Polish Ukulele, które polegało na codziennym pisaniu piosenki, której temat będzie związany z losowanym codziennie rano słowem. Wyszło całkiem spoko. Kupno starego urządzenia do przeglądania slajdów i wideo do „To nie moja sprawa”. Trochę pracy zespołowej i „Jesienny”. Moje pierwsze w życiu tłumaczenie tekstu (od razu z islandzkiego, bo dlaczego nie ;)), chęć pomocy ze strony przyjaciół i wideo do „Vor i Vaglaskogi”. Odkopanie starych wideo z wyjazdu w góry i „Spomiędzy”. Wykorzystanie jednego poranka z padającym śniegiem i „Zimowy”. Tak się wkręciliśmy, że nagraliśmy nawet making of z koncertu online, który grali (jako przedstawiciele zespołu) Basia i Kuba. Chwilę później dostaliśmy nominację do rozlewającego się po całym internecie #Hot16Challenge2, bardzo mocna mobilizacja, pół dnia w studiu i jest! Prośba do utalentowanej znajomej rysowniczki i wideo do „Lepszego świata”. Jak tylko skończę to pisać siadam i kończę wideo do „Zimowego” jeszcze z naszego styczniowego koncertu. Całkiem nieźle jak na zespół, który przez pierwsze prawie 3 lata działalności wypuścił na YouTube 15 filmików, nie?

Czarna przyszłość?

Koszulka damska - Czarno to widzę - ImperiumKoszulek

Bardzo ciężkim skutkiem pandemii (patrząc z perspektywy człowieka, który nie wyobraża sobie życia bez muzyki) jest to, że wiele zespołów już się rozpadło. Wiele jeszcze się rozpadnie. Wielu muzyków posprzedawało lub posprzedaje swoje instrumenty. Wielu za 15 lat zada sobie pytanie „dlaczego?” i będzie żałować swojej decyzji. Zawsze mam w głowie to, co powiedział mi kiedyś pewien bardzo mądry człowiek:

Mam mnóstwo znajomych, którzy przyjeżdżają do mnie będąc po czterdziestce i mówią „Czemu odpuściłem? Czemu nie poszedłem za marzeniami?”. Pamiętaj, dociśnij ile się da. Jeśli się nie uda, to przynajmniej nie będziesz żałować, że nie spróbowałeś. Że odpuściłeś, a może sukces był już bardzo blisko.

Zawsze staramy się być elastyczni, tak będzie i tym razem. Nie łudzimy się – nawet kiedy rząd odblokuje możliwość organizacji małych koncertów, będzie bardzo trudno o zabukowanie jakiegokolwiek terminu a jeszcze trudniej będzie o godziwe wynagrodzenie. Dlatego mamy kilka alternatyw. Jakich? O tym opowiem jak zaczniemy wprowadzać je w życie.

Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz na koniec. Jeśli chcesz naszą płytę, po prostu do nas napisz. Na pewno znajdziemy jakiś sposób, żebyś ją dostał/-a.

Pamiętaj o tym, że muzyka może rozświetlić Cię od środka nawet gdy stoisz w zupełnej ciemności. Dzięki, że to czytasz.

Do przeczytania!

One thought on “Co u Pani, Madamme? #7

  1. Myślę że ten lock down dał się każdemu we znaki. Ciesze się że działacie, mam nadzieję że niedługo usłyszę Was i zobaczę na żywo <3 życzę wielu wspaniałych doświadczeń ktor później przelejecie na nuty ☺️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *